Tym razem bardziej przypadkowo trafiliśmy na statek w Azji. Wybieraliśmy się do Hong Kongu, więc z ciekawości postanowiłam sprawdzić – co tam pływa ? okazało się, że całkiem sporo i całkiem ciekawie. Wybór padł na krótszy rejs niż zazwyczaj, gdyż pięć nocy i po raz pierwszy z Royal Caribbean. Dotychczas wszystkie nasze rejsowe doświadczenia wiązały się w MSC, więc dobrze było zobaczyć jak wygląda rejs z innym armatorem i muszę przyznać, że Royal wypadł tu naprawdę dobrze, ale o tym więcej w treści wpisu.
Statek
Spectrum of the Seas to pierwszy statek klasy Quantum Ultra w flocie Royal Caribbean, który dedykowany jest dla rynku azjatyckiego. Statek przyjmuj gości od roku 2019. Jego długość to 347,11 m, a mieści ok. 4 246 pasażerów przy podwójnym obłożeniu do ok. 5 600. Załoga to ok 1550 osób. Statek liczy sobie 18 pokładów.



Na gości czeka wiele atrakcji m.im. Sea Plex, czyli miejsce gdzie pogracie w piłkę czy pojeździcie na bumper cars. Można również strzelać z łuku czy wspinać się po ściance. Podczas naszego rejsu była możliwość za 10 USD/os uczestniczyć w bitwie na laserowe pistolety. Dodatkowo na rufie znajdziecie symulator surfingu czy tunel aerodynamiczny. Szklana kapsuła North Star zabierze Was na wysokość 90 m. Klasycznie jak na każdym statku mamy teatr, ale tutaj warto wspomnieć, że poziom niektórych przedstawień teatralnych wyróżniał się na tle innych statków. Wspominamy ‘The Effectors’ gdzie wykorzystano grę świateł, lasery, nowoczesne technologie czy nawet drony.















Na statku jest też siłownia, SPA, basen wewnętrzny, zewnętrzny wraz z małym Aquaparkiem dla najmłodszych. Znajdziemy tu także strefę relaksu z jacuzzi oraz małym basenem tylko dla dorosłych.





Spektrum kulinarne obejmuje restaurację bufetową Windjammer Marketplace. Tutaj również duży plus za regionalizację tej kuchni. Na MSC pływaliśmy w trzech miejscach na dwóch kontynentach i jedzenie było dokładanie takie samo. Tu na Spectrum of the Seas widać było wpływy azjatyckie, więc oferta kulinarna była dostosowana do każdego gościa. Kolacje serwowane były w trzech turach w restauracji mogącej pomieścić ponad 1 800 osób. Polecamy szczególnie ślimaki oraz key lime pie 🙂









Dodatkowo za opłatą dostępne były restauracje tematyczne jak Sichuan Red (dania z chińskiej prowincji Syczuan), Wonderland’s Dadong (azjatycki fine dining), restuaracja Jamie Olivera – Jamie’s Italian, sushi – Izumi, Chops Grille na staeki, a także Hot Pot. Co więcej na statku jest kilka barów czy herbaciarnia jak i robot który komponował drinki (dodatkowo płatny). Co ciekawe w pakiecie all inclusive soft była kawa ze Starbucksa, swieży sok z pomarańczy czy też napoje w tym wypadku regionalne jak hong kong tea czy też bubble tea.






Naturalnie mamy też kasyno, SPA czy też siłownię. Kilka sklepów z kosmetykami, pamiątkami czy też konfekcją damsko – męską. Sklepy z biżuterią czy zegarkami, nawet bvlgari. Na uwagę zasługuje dostępność torebek vintage od Chanel, Gucci, Hermes czy LV.




Kajuty
Od wewnętrznych po apartamenty, rozpiętość jest wielka. My pływaliśmy już w kajucie wewnętrznej czy z balkonem, a tutaj po raz pierwszy z oknem i byłam miło zaskoczona jej wielkością. Na plus czajnik, więc nie trzeba chodzić do restauracji jeśli chcemy napić się herbaty. Dodatkowo dostajecie wielorazowy kubek na wodę w fantazyjnych kolorach z logo armatora.



Trasa
Nasz rejs zaczynał się i kończył w Hong Kongu. W planie były dwa dni na morzu oraz dwa przystanki. Jeden na Okinawie w stolicy wyspy – Naha oraz drugi na Tajwanie w porcie Keelung.
Hong Kong
Tutaj można napisać naprawdę wiele, więc po dokładne informacje zapraszam do osobnego wpisu – Link.
Okinawa
W 2016 roku odwiedziliśmy Japonię. Była to typowo turystyczna trasa obejmująca Tokio, Osakę, Kyoto, Hiroszimę czy Narę. Wówczas naszym marzeniem było zobaczyć japońskie Hawaje czyli wyspę Okinawę, w szczególności największe w tamtym czasie Oceanarium na Świcie. W między czasie świat się zmienił i to co był największe, aktualnie już nie jest 😊 ale po dekadzie udało nam się przybić do portu na Okinawie. Okinawa liczy ponad 160 wysp, z czego 49 jest zamieszkałych. Jest długa na prawie 1000 kilometrów. Okinawa słynie z największej liczby stulatków co związane jest z dietą oraz sprzyjającym klimatem. Starsi ludzie mieszkający w najdalszych zakątkach wyspy do poruszania się używają samochodu. Jeśli planujecie wynająć auto na wyspie, to należy pamiętać, że mieszkańcy jeżdżą tutaj dość wolno, a kierowcy powyżej 70 roku życia mają na szybie specjalną naklejkę. Auta również są specyficzne, małe kwadratowe, pudełkowe 😊
Jeśli porównać Okinawę do Japonii, którą mieliśmy okazję zobaczyć przed 10 laty to widać wyraźnie, że wyspa jest bardziej uboga. Choć japoński paszport należy do najsilniejszych na Świecie to zaledwie 15% Japończyków w ogóle go posiada, a na Okinawie z pewnością jeszcze mniej.
Statek cumuje w Naha popołudniu, więc technicznie pozostaje ok 8 h na zwiedzanie wyspy. Uber funkcjonuje tu dość dobrze, więc polecam korzystać z taksówek albo kolejki monorail kursującej przez stolicę.

Od czego zacząć ?
Oficjalna wizytówka to Kokusaidori, czyli najbardziej znana dzielnica handlowa wyspy. Ciągnie się ona przez ok 2 km przez centrum. Znajdziecie tutaj niezliczoną ilość pamiątek, a połowa z nich nawiązywać będzie do symbolu wyspy czyli kamiennej rzeźby Shisa (mieszanka psa z lwem). Jeden ma zawsze zamknięty pysk drugi otwarty. Mają one za zadanie chronić domy przed złymi duchami.







Będąc na Kokusaidori warto wejść w boczne uliczki, albo zadaszone uliczki handlowe zwane jako ‘Shotengai’. To tutaj natknęliśmy się na market z rybami, a na górze z bardzo lokalnymi restauracjami.








Bocznymi uliczkami doszliśmy do Pottery District, czyli uliczki z rękodziełem. W wielu pracowniach możecie zobaczyć/zakupić różnego rodzaju ceramikę.

My trafiliśmy do galerii handlowej Ryubo, gdzie poczułam się jakbym się cofnęła w czasie o ok 20 lat. Do polecenia jest dział gospodarstwa domowego ze sporym wyborem ceramiki czy pałeczek.


Z polecanych miejsc jest również Fukushūen Garden, czyli tradycyjny chiński ogród, wybudowany w 1992 roku, z okazji 10. rocznicy ustanowienia relacji miasta siostrzanego między Naha i Fuzhou w Chinach. Wstęp jest biletowany, ale raczej nie drogi. Na miejscu można zakupić karmę, którą nakarmicie ryby w stawie. To dość ciekawe doświadczenie, gdyż jest ich naprawdę bardzo dużo.



Koniecznie wybierzcie się do świątyni Naminouse, gdzie też będziecie mieli okazję zejść na plażę i zobaczyć chyba najbardziej znany widok z całej wyspy 😊








Tajwan
Na wstępie wspomnę, że pomimo ograniczonego czasu to Taipei zrobiło na nas bardzo dobre wrażenie. Na tyle, że bez zastanowienia mogłabym tam wrócić.
Statek cumuję w porcie w Keelung, możecie dojechać do Taipei komunikacją miejską albo taksówką (ceny zaliczam do niskich). W samym Taipei dobrze podróżuje się metrem, bilet jednodniowy to koszt ok 15 zł (2026 rok).
Aglomeracja Taipei (razem z Nowym Tajpej) liczy ok. 9 milionów mieszkańców. Warto w tym miejscu wspomnieć, że w 1949 władzę w kontynentalnych Chinach przejęli komuniści, a stosunkowo niewielka wyspa została siedzibą emigracyjnego rządu Prezydenta Czang Kaj-Szeka. To właśnie od Narodowej Hali Pamięci Czang Kaj-Szeka zaczynamy poznawać Taipei. Hala powstała w 1980 roku, teren jest olbrzymi, imponujący wręcz. Sądzę, że można zaliczyć halę pamięci do miejsc, które trzeba w Taipei zobaczyć, nawet podczas jednodniowej wizyty.









Nie zapominajmy w tym miejscu o wizytówce stolicy Tajwany, czyli Tapei 101. Sławny budynek ma ponad 509 metrów wysokości. Został wybudowany w 2004 i do 2010 nosił tytuł najwyższego budynku na świecie – w roku 2010 tytuł ten przypadł Burj Khalifa w Dubaju. Posiada 101 pięter i 5 kondygnacji podziemnych. Na 91. piętrze znajduje się punkt obserwacyjny, z którego można podziwiać okolicę, ale czy warto ? Ja wychodzę z przekonania, że cudownie jest zobaczyć jak dany budynek wpasowuje się w panoramę miasta. Zabudowa w Taipei jest raczej niska, więc nic spektakularnego z góry nie zobaczycie. Polecam za to wybrać się na Elephant Mountain. Góra ma ok. 200 metrów wysokości, a trasa spacerowo ok. 1,5 km, po drodze miniecie kilka tarasów widokowych.






Dzielnica Ximending to kolejne miejsce gdzie powinniście się udać. Znajdziecie tu mnóstwo sklepów oraz restauracji czy street foodu. Na pewno wypada spróbować buble tea, w końcu z tego miejsca się wywodzi. Podobno najlepsza to ta z Xingfu Tang, przyznam, że faktycznie była to najlepsza wersja tej słynnej herbaty jaką piłam, więc miejsce nie jest przereklamowane.
Gdybym miała więcej czasu to na pewno odwiedziłabym Dihua old street oraz Shilin Night Market.
Poza Tipei na pewno na uwagę zasługuje Jiufen.








Ten jak i wszystkie poprzednie rejsy zakupiłam poprzez Biuro Ale Rejsy -> Link
